A jeśli zgubimy się w lesie?
Uczymy się o wynalazkach. To oznacza, że Pan Lis Profesor Clever (klasowa maskotka) poprowadzi lekcje, bo przecież listy są wynalazcami wszystkiego.
Lis opowiada więc:
„Już 8 i pół tysiąca lat temu mój prapradziadek Lisiecki wynalazł kompas. Zrobił to, ponieważ kiedy wracał czasem nad ranem do domu (nory) to nie mógł znaleźć drogi… Patrzył wtedy na pnie drzew – bo z północnej strony rośnie mech (ale nie zawsze), patrzył na korony drzew – bo od południa jest więcej gałęzi (ale nie zawsze). Jednak pewnego dnia zgubił się w najgorszym, najgęstszym i najczarniejszym lesie, w którym nie było ani mchu, ani gałęzi, bo nie było ani jednego drzewa…!”
Tu lekcja została przerwana przez atak śmiechu p. Kasi, która wyobraziła sobie ten las (bez drzew), a ma wyobraźnię, że hej! Gdy odrobinę się opanowała, Lis opowiadał dalej:
„Prapradziadek Lisiecki zrozumiał wtedy, że musi wynaleźć kompas. Znalazł więc igłę w stogu siana. Wyjął z kieszeni magnes i zatrzymał się nad kałużą wody, w której pływał sobie jeden malutki listeczek. Powoli, ostrożnie namagnesował igłę i położył na listku, a wtedy moc igły przesunęła listek, ustawiając się dokładnie w kierunku północ-południe!”
Lis nie tylko opowiadał, lecz wykonywał wszystkie te czynności. Chociaż zazwyczaj plecie bzdury, to jednak ten kompas zadziałał (!!!), a kierunki potwierdziliśmy współczesnymi urządzeniami. Aby sprawdzić, czy przypadkiem nie ulegamy zbiorowej hipnozie, albo oszustwu, podzieleni na grupy wykonaliśmy leśne kompasy.
PS Lis nie powiedział nam tylko, że prapradziadek i tak się najpierw zgubił, bo zamiast na północ poszedł tym lasem na południe, ale jednak się znalazł, bo obszedł całą kulę ziemską i dotarł na północ. Wniosek: wszystkie drogi prowadzą do nory lisa.
Koniec lekcji. Aha, w sumie to nie był koniec, bo notatkę jeszcze zrobiliśmy o tym, jak zbudować leśny kompas.





